„Ta piękna i mądra książka to zaproszenie do przeżycia wielkiej przygody wiary. Wiary żywej, głębokiej i rozumnej.” — czytamy na tylnej okładce i muszę zaświadczyć (z osobistego doświadczenia), że są to prawdziwe słowa.Był 2011 rok. Oczekiwaliśmy pierwszego dziecka. Choć oboje byliśmy ochrzczeni, to nasze wychowanie w wierze zakończyło się na młodzieńczym etapie. Dodatkowo mieliśmy za sobą lata poszukiwań prawdy i Boga, a szukaliśmy ich w rozmaitych religiach i ideach. Z dzieckiem w drodze zaczęliśmy się zastanawiać: jaką prawdę o świecie będziemy w stanie mu przekazać? Na czym oprzemy jego fundament? Jaką prawdę o świecie będziemy w stanie mu przedstawić?
Nie pamiętam już, jak to się dokładnie stało, ale Tomek zaczął słuchać wykładów biskupa Roberta Barrona o podstawach katolicyzmu. Biskup wykładał fundament – pogłębiony i argumentowany. Do tej pory oboje pamiętamy, jak wielkie wrażenie zrobiło na Tomku stwierdzenie, że zalęknieni, tchórzliwi apostołowie nagle zaczęli głosić Ewangelię i byli gotowi oddać za nią życie. Czy byłoby to możliwe bez zmartwychwstania Jezusa i bez zesłania Ducha Świętego? Patrząc nawet po ludzku — prawami tego świata: Czy pogrążony w depresji i żałobie człowiek, zawiedziony okolicznościami i obrotem spraw, osamotniony, opuszczony przez mistrza, który miał go ocalić… zmieniłby o 180 stopni całe swoje życie i zachowanie bez racjonalnego i wiarygodnego powodu? I jak wielu tchórzów lub złoczyńców przeszło całkowitą przemianę po tym, jak twierdzili: spotkali zmartwychwstałego Jezusa. „Pierwsi uczniowie poszli na krańce świata i na śmierć, wyznając mesjańska godność Jezusa. Jak realistycznie wytłumaczyć to inaczej niż przez faktyczne Zmartwychwstanie Jezusa?”
Książka „Podróż do serca wiary” to zapis wspomniany wyżej wykładów, a podany przykład to tylko jedno z wielu poruszanych w niej zagadnień. Mocna argumentacja i miłość do prawd wiary, to cechy i filary, na których opiera się cała publikacja. Poruszająca, ale też porządkująca i pogłębiająca to, co wielu katolików uważa za oczywiste, choć w poważnej rozmowie okazuje się trudne do wytłumaczenia lub argumentowania.
Coraz częściej chyba stajemy w sytuacjach, w których wymagana jest od nas obrona wiary, danie słownego świadectwa, lub chociaż wytłumaczenia komuś całkiem oderwanego od Kościoła: ale o co w tym lub tamtym chodzi? Dlaczego nie możemy uznać, że Jezus był tylko prorokiem i mądrym nauczycielem? Po co ciągle gadamy o tym grzechu? Czemu zło na świecie? To macie jednego Boga czy trzech? Po co wam ta Maryja i święci skoro macie Boga? Co wy tak z tym „opłatkiem”? Na co wam księża, skoro Bóg jest wszędzie? I czemu w ogóle myślicie, że Jezus założył Kościół?!

Rzadko jesteśmy przygotowani, by z biegu udzielać przekonujących odpowiedzi na takie pytania. I nie chodzi w sumie o to, by kogoś „przekonywać”, ale o to, byśmy sami rozumieli na czym stoimy i dlaczego. Nie wystarczy powiedzieć „wierzę”, bo trzeba też wiedzieć w co, dlaczego i jak mocno.
„To książka, która zachwyca serce i przekonuje rozum. Jeśli szukasz odpowiedzi na najgłębsze pytania, pragniesz modlić się pełniej i rozumieć, co naprawdę dzieje się podczas Mszy św. — sięgnij po *Podróż do serca wiary*” — i pod tym stwierdzeniem też się podpisuję.
„Módlcie się jednocześnie i za nas, aby Bóg otworzył nam podwoje [dla] słowa, dla wypowiedzenia tajemnicy – Chrystusa, za co też jestem do tej pory więźniem, abym ją obwieścił tak, jak winien [ją] wypowiedzieć. Wobec obcych postępujcie mądrze, wyzyskując każdą chwilę sposobną. Mowa wasza, zawsze miła, niech będzie zaprawiona solą, tak byście wiedzieli, jak należy każdemu odpowiadać.” (Kol 4, 3-6)

