Dziennik duchowy nigdy nie jest wykalkulowanym, zaplanowanym dziełem literackim. To surowy tekst – nieidealny, nieprzewidywalny i na wskroś prawdziwy, bo towarzyszący zarówno w stanach łaski jak i utrapienia. Święci spisywali dzienniki, które dla nas, poszukujących ścieżki do Nieba, są drogowskazem i swoistym reportażem o stanie duszy spotykającej Boga. Ale czym były dla samych autorów? Czasami spisywanie dziennika zostało zalecone im przez kierownika duchowego lub spowiednika, czasami prosił o to sam Jezus podczas objawień, w innych przypadkach dziennik wypływał z palącej potrzeby duszy, by utrwalić, zachować to, co bliskie sercu – zarówno doświadczenia piękne i głębokie, jak również te bolesne.
Dzienniczki, wyznania, zeszyty… mają różne nazwy, ale łączy je jedna zasadnicza rzecz – umożliwiają nam wgląd w serca ich autorów, są świadkami ich osobistych przeżyć. Jedne są rozbudowane, inne oszczędne, jedne bardziej literackie, inne gawędziarskie lub mające charakter epistolarny. Wyznania świętego Augustyna, Dzienniczek siostry Faustyny, Dzieje duszy św. Tereski, Dzienniki św. Gemmy Galgani, Ignacego Loyoli, Maksymiliana Kolbego, Weroniki Guliani to przykłady skarbów wśród tekstów duchowych, którymi możemy się karmić przez całe życie. Pośród wielu bardzo znanych dzienników i wspomnień, są też te mniej znane a równie wartościowe, jak Dziennik Duchowy bł. Franciszka Jordana, założyciela zgromadzenia zakonnego salwatorianów.
Pierwsze słowa dziennika (wtedy jeszcze) Jan Chrzciciel Jordan zapisał w 1875 roku, kiedy był studentem teologii. Dziennik składa się z czterech cienkich zeszytów spisywanych nieregularnie a jednak do końca życia. Dla czytelnika jest świadkiem drogi i rozwoju duchowego o. Jordana, pozwalającym na poznanie autora (człowieka, który silnie doświadczył spotkania ze Zbawicielem). O ile w pierwszej części Dziennika znajdziemy liczne cytaty świętych oraz fragmenty z Pisma Świętego, o tyle w późniejszym czasie przeważają myśli własne autora silnie przesiąknięte wszystkim tym, czym się karmił przez lata. Słowo Boże naturalnie ukształtowało sposób myślenia ojca Jordana, a liczny poczet świętych, chociaż proponujących rozmaite drogi duchowe, stał się kolażem (a może bardziej spójną mozaiką) duchowych praktyk, które wspierały w osiągnięciu jednego, niezmiennego celu – poznaniu Boga.
Dziennik rozpoczyna się maksymą Towarzystwa Jezusowego: Omnia ad Maiorem Dei Gloriam… („O.A.M.D.G.E.A.S.A” – „Wszystko na większą chwałę Bożą i dla zbawienia dusz”). Następnie bł. Franciszek zapisał dwie greckie litery: alfa i omega, a pod spodem:
„Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz? Pan ulitował się nad grzesznym sługą; nawiedził go swą łaską.” W tym otwarciu spotykamy człowieka wielkiej pokory, który dotknięty Bożą miłością, zapragnął zachować to doświadczenie na przyszłość. Nie wiemy dokładnie, co pchnęło go do sięgnięcia po pióro, ale musiało być to dla niego zdarzenie zwrotne i kluczowe na tyle, że do końca życia nie rozstawał się ze swoim dziennikiem, tak jak nie rozstawał się z Biblią.
Dziennik o. Jordana prezentuje nam portret człowieka z krwi i kości, rozdartego problemami codzienności, często cierpiącego na ciele i duszy, tęskniącego za Niebem i czerpaniem ze źródła wody żywej. W innych miejscach zobaczymy w nim duszę trwającą przy Panu, uniesioną zachwytem nad łaską, jaką została obdarowana. Trzeba podkreślić, że Dziennik o. Jordana jest bardzo osobistym teksem, pisanym wyłącznie dla samego siebie. „Modlitwa, modlitwa, modlitwa…” – przypominał sam sobie autor (a może przypomina mu o tym szept Ducha Bożego?). „Rozważaj często żywoty świętych” – upominał siebie w innym miejscu. „Pamiętaj o przymierzu, które zawarłeś z Bogiem”, „Nie zapominaj tego czasu i zachęt, których doświadczyłeś w katakumbach Rzymu!” – notował to, co pragnął pamiętać, co podnosiło go z upadków i pozwalało przetrwać trudy i słabości. Ten, który poznał Chrystusa, nosi w sercu momenty spotkań oraz głębokich doświadczeń, które są tym, co pomaga wytrwać w wierności, gdy przygasa płomyk wiary, nadziei i miłości. O. Jordan przez całe życie nosił w sercu spotkania z Chrystusem na wzgórzach Libanu, w rzymskich katakumbach, przy grobie w Jerozolimie, w dzień uroczystości Wszystkich Świętych w 1891 roku.
Choć Dziennik ma osobisty charakter, to również dla nas może być źródłem pokrzepienia i porad. „Wierz, miej nadzieję, ufaj, kochaj i idź naprzód!”, „Ciesz się z dobra, które czynią inni! Wysławiaj Boga za to!”, „Nigdy nie udzielaj rady, zanim nie zapytałeś o to Boga na modlitwie”… – to kilka przykładów, gdy automotywacja staje się motywacją dla każdego, kto czyta. Łaska Boża dana jest za darmo i ma charakter powszechny, by służyła całemu Kościołowi. Obdarowany zostaje więc powołany do obdarowywania. Bł. Franciszek Jordan był tego w pełni świadomy, dlatego jego serce płonęło gorliwością w modlitwie i działaniu. „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (I/86).
Błogosławiony Franciszku Jordanie, módl się za nami, abyśmy poznali jedynego prawdziwego Boga i Tego, którego posłał, Jezusa Chrystusa.

