„W tym samym momencie, w którym przyklękamy przed Bogiem w geście adoracji, Bóg zbliża się i pochyla nad nami, by nas podnieść”. Zna serce człowieka tak dobrze, że wyprzedza nie tylko jego czyny, ale i świadomość. Nim zdamy sobie sprawę, że nasza reakcja na coś powodowana jest lękiem, Jezus staje przed nami, mówiąc: „Nie bój się”. Wezwanie Jezusa nie sprawia, że lęk znika (niewiasty przy grobie wezwane do tego, by poinformować uczniów-braci o zmartwychwstaniu, idą z pośpiechem, radością i lękiem). Towarzyszenie Jezusa i nasza ufność wobec Jego miłości sprawiają, że jesteśmy w stanie podjąć działanie pomimo lęku.
Lęk jest naturalną reakcją człowieka, ostrzegającą go przed zagrożeniem (rzeczywistym lub przewidywanym). Lęk wypływa też z naszych doświadczeń i zranień. Na przykład złamane serce pamięta ból związany z odrzuceniem i bojąc się ponownego zranienia, jest gotowe się zamknąć, odizolować i stwardnieć, odmawiając sobie ponownych poszukiwań, obdarowywania miłością i przyjmowania jej. Człowiek zawiedziony drugim człowiekiem, zraniony przez niego w sprawach bardzo dla niego istotnych, jest gotowy porzucić to, co osobiście ważne, by uniknąć powtórzenia się historii. Chroni siebie, próbując zachować pokój. Jednakże pokój zdobywany wyparciem i unikaniem bólu, jest pokojem pozornym. Jest to de facto – unikanie krzyża; ów „święty spokój” niemający ze świętością nic wspólnego.
„Misja i lęk często idą w parze. (…) Lęk może mi pomóc w odkryciu mojej ograniczoności. (…Ale) moja kruchość wcale nie musi być dla Boga przeszkodą, by mnie powołał i powierzył mi jakieś zadanie.” Tak było w przypadku bł. Franciszka Jordana, który opowiadając o swoim planie utworzenia nowego zgromadzenia zakonnego, słyszał opinie, że nie jest najlepszą osobą powołaną do realizacji takiego dzieła, że się po prostu do tego zupełnie nie nadaje! O. Franciszek doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej ograniczoności. Rozumiał to tak dobrze, że wielokrotnie mocował się sam ze sobą, by pozostać wierny postanowieniom, by kontynuować podjęte dzieło, by ufać i mieć nadzieję mimo wszytko. Na zarzut o swoją niekompetentność odpowiedział: „Bóg wybiera często dla przeprowadzenia swoich zamiarów jako swoje narzędzia ludzi właściwie nieodpowiednich!”. Tutaj zderzają się dwa światy, dwa sposoby postrzegania i dwie logiki: Boska i ludzka. Bóg zawsze widzi więcej, szerzej i głębiej. Nasze zaufanie i wiara są wyjściem z łódki miotanej falami pośrodku jeziora i powiedzeniem: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”.
Lęki mamy większe i mniejsze. Czasami będzie to stres nakręcany lękiem przed opinią innych. Swoiste wyjście przed szereg może napawać człowieka lękiem wręcz paraliżującym – wierzcie mi, znam to z autopsji. Niby nie ma w tym nic złego, bo nie każdy jest powołany do takich czy innych działań. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamykamy się w sobie tak szczelnie, że nie dajemy przestrzeni wzrostu dla darów, które otrzymaliśmy z Bożej łaski; gdy nasz lęk staje się silniejszy niż miłość. Do tej ostatniej zostaliśmy powołani wszyscy. Wszyscy, którzy narodzili się z Ducha, mają kochać Boga i bliźniego, czyli słuchać słowa Bożego i je wypełniać. Chcesz kochać Boga, ale nie potrafisz okazać miłości bliźniemu? Prawdziwe życie wiarą zaczyna się tam, gdzie twoja lewa ręka nie wie, co czyni prawa, czyli podejmujemy nieświadome uczynki miłosierdzia – nieświadome, bo wypływające nie z kalkulacji, a intencji serca.
Pierwotny lęk człowieka wiąże się z obawą o utratę życia. Przeżyć – wydaje się pierwszym, pierwotnym instynktem ludzkim. Jezus ponownie sprawia, że chwieje się to, co znamy – byśmy poznali Bożą prawdę, dotarli do źródła, początku i zamiaru Bożego, z którego wyrosło wszelkie istnienie. „Ten, który chce zachować swe życie, straci je. Ten, który straci swoje życie z mojego powodu, odzyska je na życie wieczne”. Utrata życia może być dosłowna, gdy mamy w perspektywie śmierć męczeńską, ale ma też wymiar mniejszy, choć dla większości z nas równie straszny. Zabić swoje „ja”, by trwał we mnie Chrystus, przez co sam stanę się sobą. Zabić swoją wolą, by jego wola stała się moją i odwrotnie. Być gotowym oddać to, co kocham, bym poznał prawdziwie, co znaczy kochać i być kochanym. Jezusowe: „nie lękaj się” jest zawsze zaproszeniem do życia i to życia w pełni, w radości, wolności i wieczności. To utrata perspektywy wieczności sprawia, że lęk dominuje w nas nad miłością. Trzeba nam umrzeć, by narodzić się ponownie z wody i Ducha, zrodzić się na nowo w Chrystusie – do życia wyzwolonego z lęku.
„Módl się często o wielkie zaufanie Bogu i o radość! Unikaj, o ile to możliwe, przesadnej bojaźliwości, ponieważ Pan jest mocny i może cię ocalić. Staraj się służyć Bogu z pełną miłością i radością! Odłóż na bok niepodobającą się dobremu Bogu przesadną lękliwość, bo Bóg nie jest despotą!”
(Bł. Franciszek Jordan, „Dziennik duchowy” I/62)
Książka: https://www.salwator.com/nr-52–miedzy-lekiem-a-ufnoscia,612,812,produkt.html

