Bł. Franciszek Jordan mówił: „Kiedy zagrażać wam będą wzburzone fale, kiedy będzie wam się zdawać, że toniecie, po- patrzcie na krzyż, a na nowo ogarnie was radość i na nowo będziecie walczyć i cierpieć.”Możemy odczuwać dysonans, próbując połączyć krzyż z radością. Jego widok wywołuje w nas raczej poczucie smutku lub lęku, a tu o. Jordan zdecydowanie zapewnia, że jest on źródłem radości.
Trzeba bardzo dobrze przeżyć tajemnicę krzyża, żeby dojść do takiego zrozumienia. Widzieć krzyż już nie jako narzędzie tortur, ale jako narzędzie zbawienia (nadziei i zapowiedzi zmartwychwstania); jako świadectwo miłości Boga do człowieka. Miłości tak wielkiej, że miłującej do końca – aż po grób, aż do krwi. Oraz jako most łączący: nas (cierpiących) z cierpiącym Jezusem, ziemię z Niebem. Takie spojrzenie widzi na krzyżu Jezusa nie tylko ukrzyżowanego, ale też zmartwychwstającego i przygarniającego nas wszystkich (co wizualnie ukazuje krzyż św. Franciszka z Asyżu, ten z San Damiano).
Jezus z krzyża patrzy z miłością na Jana, na Maryję, na nas i dobrze by było, gdybyśmy i my sami patrzyli na krzyż z miłością. Jak do tego dążyć?
Bł. o. Jordan zachęca: „Wpatruj się często w Niego, jak umiera na krzyżu, i rozważaj przy tym Jego świętą wolę, którą tak uroczyście wyraził przed swoją śmiercią w modlitwie arcykapłańskiej!”.

Jest to modlitwa z 17 rozdziału Ewangelii św. Jana, czyli ten fragment, który zawiera kluczowe dla o. Jordana zdanie: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17,3) – zdanie, które napełniło jego serce pewnością i dało światło i siłę, by założyć Zgromadzenie.
Sam często kontemplował tajemnicę krzyża. W seminarium St. Peter pod Fryburgiem, na terenie dawnego klasztoru znajduje się tzw. Kaplica Krzyża. O. Jordan mieszkał tam w ostatnim roku nauki, tuż przed święceniami i wiele godzin spędzał właśnie w tej kaplicy. W centrum jej zdobień i fresków jest oczywiście krzyż, a wszystko zwieńczone jest w przesłaniu „Per crucem ad caelum” („Przez Krzyż do Nieba”).
Kontemplując krzyż z tak otwartym sercem, doszedł do momentu, w którym krzyż stał się centrum również jego życia. Pokochał go tak serdecznie, że przyjął imię zakonne: Franciszek Maria od Krzyża. Chociaż jego życie było trudne i można powiedzieć zawsze w cieniu krzyża, to sam krzyż był zawsze oblany światłem wielkanocnego poranka, zawsze w blasku nadziei i ufności w miłość dobrego Boga.
W Dzienniku Duchowym zapisał: „Obejmij krzyż i ucałuj go! Wnet nadejdzie poranek wielkanocny!”

