Odkąd zaczęłam pracę nad książką o życiu bł. Franciszka Jordana, pojechanie w jego rodzinne strony pozostawało przez długi czas w sferze marzeń. Nie jeżdżą tam żadne zorganizowane wycieczki, nie dolatuje samolot, ani nie dojeżdża bezpośredni pociąg. Jedyną sensowną opcją wydawała się podróż samochodem, ale długo nie miałam serca wysuwać w domu taki propozycji. Zresztą słyszałam z różnych stron, że w sumie nie tam wiele do oglądania, wszystkie informacje mam w książkach, są dostępne zdjęcia. Z logicznego punktu widzenia, to wszystko prawda. Materiałów do książki miałam aż nadto, zresztą wiele rozdziałów powstało bez tego empirycznego doświadczenia.
Jednak moim wiodącymi zmysłami są dotyk i słuch. Wędrowanie śladami ludzi Boga nie jest dla mnie zwyczajnym zwiedzaniem, oglądaniem zabytków i karmieniem oczu, a jest raczej pielgrzymką duchową.
Ukończywszy pierwszą część zaplanowanego dzieła, a rozpoczynając pracę nad kolejnym tomem, dojrzała we mnie myśl, że pora spakować walizkę. Zbiegło się przy tym trochę „okoliczności” i podróż samochodem stalą się możliwa. 6 września wyruszyliśmy z mężem w podróż do Niemiec, by śladem bł. o. Jordana odwiedzić:
Gurtweil, Waldshut, Tiengen, Tafers i Fryburg w Szwajcarii (jadąc do których przejechaliśmy przez Döttingen), Fryburg Bryzgowijski i St. Peter. Łącznie spędziliśmy w samochodzie około 40 godzin, przemierzając zarówno autostrady, jak i wiejskie wąskie dróżki oraz wstęgi dróg między leśnymi wzgórzami Schwarzwaldu.
Minie trochę czasu zanim wszystkie doświadczenia poukładają się w moim sercu. Na dziś wiem, ile wzruszenia wywołało we mnie dostrzeżenie już z daleka wieży kościoła w Gurtweil. I jakie myśli przepłynęły mi przez myśl, kiedy zanurzyłam rękę w wodach rzeki Schlücht. I jakie drżenie duszy towarzyszyło moim krokom, kiedy wchodziłam na teren klasztoru St. Peter. Po to wszystko warto przemierzyć tysiące kilometrów.
Na końcu drogi zawsze jest On – Jezus. Czy pójdziesz w górę rzeki do źródła, czy pod ostateczny adres, gdzie życie uchodzi do wieczności. Ważne, by podążać. Biec w zawodach tak, by na mecie otrzymać wieniec sprawiedliwości.
Wrócić do źródła – z takim zamiarem odbyłam naszą ostatnią podróż. Od jakiegoś czasu dość często i wyraźnie wracają do mnie słowa Natanaela, który usłyszawszy o Jezusie, zapytał: „Czy może być coś dobrego z Nazaretu?”.
Pracując nad książką o życiu bł. F. Jordana, nie mogę nie pytać: „Czy może być coś dobrego z Gurtweil?”, a jeśli tak, co jakim cudem? Skąd wychodzą święci?
Odbyłam dotąd kilka podróży, które pokazały, że świętość bierze początek w prostocie, zwyczajności i niepozorności. Duch Święty wieje kędy chce i przepływa jak rzeka zarówno przez góry jak i doliny.
Św. Faustyna, św. Gemma, św. Maksymilian, św. Rita, bł. Franciszek i wielu innych zostało znalezionych i powołanych przez Boga w ich rodzinnych stronach, miasteczkach i wioskach, a wyprowadzając ich na świat, Bóg sprawił, że teraz ludzie z całego świata potrafią przebyć długą drogę, by zobaczyć te niepozorne miejsca. Po co? Chyba po to, aby przypomnieć sobie, że wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i wszyscy mamy jednakowe powołanie – świętość. Nie abstrakcyjną, a osiągalną dla tych, który ukochali Boga i słuchają Jego słowa.

Bardzo ucieszyła mnie ostatnia podróż śladami bł. F. Jordana, dlatego jeszcze raz dzielę się z wami migawkami.
Uwielbiam momenty sam na sam z moim „szefem” – była taka cicha chwila nad rzeką Schlucht, która przepływa obok rodzinnego domu Jordanów – ale podróż jest zawsze ubogacana dobrym towarzystwem – w końcu Jezus wysyłał apostołów po dwóch, w małej wspólnocie. Dlatego najwięcej radości przynosiło dzielenie się trudem, szczęściem, wiedzą i doświadczeniem z moim mężem i spotkanymi w drodze synami duchowymi o. Jordana.
Co wam przywiozłam? Myśl, że każdy wielki był mały. Każdy, kto znalazł drogę, kiedyś błądził. Każdy, kto szczerym sercem pragnie Boga, jest pod jego kochającą opieką i od Niego pochodzi światło i moc.
Czasami warto zerknąć wstecz i przypomnieć sobie początek. Może odkryjemy, że źródło od początku było błogosławieństwem? O. Jordan mówił: „Stań się wielki przed Bogiem, a nie przed światem!” i „Świętymi bądźcie!” – tego nam życzę. To trudne. Po ludzku niemożliwe, ale dla Boga nie ma nic niemożliwego…

