Ciasna ma być brama, a droga wąska. Wiemy, że drogą jest Chrystus, ale co to oznacza w praktyce? Mamy tylko w niego wierzyć? Mamy go naśladować? Ktokolwiek poznał Jezusa, wie, że to wcale nie jest takie proste naśladować baranka bez skazy. Mamy serca burzliwe, nie ciche. Dumne, a nie pokorne. I lubimy mieć opcje, robić po swojemu. Myśl o ciasnej bramie przyprawia nas o klaustrofobię.
Liturgia Godzin proponuje nam dziś myśl Św. Grzegorza z Nyssy: „Kto więc otrzymał zaszczytne imię Chrystusa, powinien pilnie badać wszystkie swe myśli, słowa, czyny i osądzać, czy zmierzają one do Chrystusa, czy też oddalają się od Niego”, a dalej rozwija: „Nieskażoność zatem, która się znajduje w Chrystusie i w naszych sercach, jest ta sama. Tamta jednak, to jest Chrystusa, znajduje się w swym źródle, nasza zaś stamtąd pochodzi i ku nam płynie niosąc ze sobą właściwe wskazania na życie. Kiedy owe wskazania pochodzące od Chrystusa kierują życiem w prawości i ładzie i prowadzą je, wówczas następuje zgodność i harmonia między człowiekiem zewnętrznym i wewnętrznym. W moim więc przekonaniu doskonałość chrześcijańska polega na tym, abyśmy nosząc imię Chrystusa, wyrazili w naszych myślach, słowach i czynach wszystko, co imię to oznacza.” W skrócie: należy pytać „Co zrobiłby Chrystus”.
Często w podejmowaniu działań pytamy, co zrobiłby ten czy tamtem, lider biznesowy, mąż stanu, celebryta lifestylowy… a rzadko pytamy: Co zrobiłby Jezus. Może dlatego, że wiemy, że jego działania i decyzje były nie z tego świata, jego propozycje są trudne, więc odchodzimy zasmuceni, jak ten nieszczęsny młodzieniec.
W zapisku I/121 Dziennika Duchowego bł. Franciszek Jordan zanotował swój sen, w którym miał przekroczyć przepaść. „Wiodła nad nią tylko jednak belka. Zostałem wówczas przeniesiony ponad przepaścią przez niewidoczna, duchową istotę, której nie widziałem, ale ją czułem.” Belka nad przepaścią – to dopiero wąska droga. Ta belka bez wątpienia może się nam skojarzyć z krzyżem. Jeśli zaś Chrystus jest drogą, to krzyż jest drogą. Św. Maksymilian Kolbe podkreślał, że drogą chwały, jest droga krzyża, a najpewniejszą zgubą duszy jest właśnie unikanie krzyża. Nie chodzi oczywiście o to, by krzyża szukać, choć byli tacy, którzy szukali (np. św. Antonii), ale Bóg prostował im ścieżkę, by była dla nich najwłaściwsza.

Droga najwłaściwsza, to najpewniejsza droga do zbawienia, czyli ta zgodna z wolą Bożą. Droga trudna i niemożliwa do przejścia o własnych siłach. Błogosławiony, który ją odnajdzie, a przechodząc nią zawierzy Opaczności. Ta przenosi ponad przepaścią jak niewidzialna Obecność. Potem możemy tylko zadziwieni spojrzeć wstecz z pytaniem: „jak to było możliwe?” i z zachwytem nad tym, jak wielkie rzeczy czyni Bóg tym, którzy Go wzywają i w nim pokładają nadzieję.
Wielkim krokiem była dla bł. Franciszka decyzja o wyprowadzeniu się z niemieckiego kolegium Campo Santo do małego, prywatnego mieszkanka przy Largo della Impresa. Budynek pod numerem 2, w którym zamieszkał, już nie istnieje, ale tuż obok znajduje się Via della Impresa – droga bardzo wąska. Miał stąd znaczenie bliżej do Pizza Navona, gdzie znajdowała się uczelnia i kościół św. Agnieszki (w jej święto wyruszył w podróż życia do Ziemi Świętej) oraz do austro-niemieckiego kolegium Anima z kościołem Królowej Pokoju, gdzie poznał m.in. swojego towarzysza podróży na Bliski Wschód.
Jordan tłumaczył, że na jego decyzję o przeprowadzce wpłynęły względy finansowe i językowe (mieszkanie wśród rodaków nie sprzyjało nauce włoskiego), ale nie można zignorować faktu, że przeprowadzka miała miejsce w czasie intensywnego planowania stowarzyszenia – w czasie wielkich decyzji (1879r.). Mieszkając w Campo Santo podlegał ciągłej kontroli, a czujny (choć życzliwy) rektor z początku stanowczo odradzał mu jakiekolwiek działania założycielskie. Być może błędem ze strony Jordana było zbyt szybkie dzielenie się z rektorem i kolegami swoimi pomysłami. Zdaje się bowiem, że było to niejako rzucanie pereł przed wieprze (Mt 7, 6) i często w odpowiedzi słyszał negację, szyderstwo lub śmiech. Z drugiej strony takie reakcje hartowały jego niezłomnego ducha. Po czasie zniechęcenia zawsze nadchodził moment ponownej determinacji i ostatecznie bł. Franciszek zdecydował się iść własną drogą.
Czasami potrzeba nam mniej „życzliwych” głosów, a więcej przestrzeni osobistej (jeden na jeden z Chrystusem), chociażby była to przestrzeń malutka, jednopokojowa, przy bardzo wąskiej uliczce.
Panie, kieruj moimi drogami!
Tobie jedynie ufam. Ty jesteś moją nadzieją, moją mocą, moim oparciem.
Mój Boże, jestem Twój! Pomocy moja!
19.7.1903 DD II/56








