Zakurzona, czy używana? Wystawiona jak relikwiarz, bo ładna, czy wysłużona: z zabrudzonymi od palców kartkami, które tu i ówdzie już się luzują, z zaznaczeniami i podkreśleniami, z notatkami na marginesach i zakładką z wyblakłego świętego obrazka, który z ucałowaniem podniosłeś lata temu z kościelnej posadzki?Jaką historię opowiada twoje Pismo Święte? Czy jest to historia zimnej obojętności, czy twojej bliskiej relacji ze słowem Boga? Relacji walki i zmagania, poznawania i zgłębiania, przebywania i miłowania? Czy okładka nosi na sobie ślady dalekich podróży, gdy mimo wagi nadbagażu, upchałeś w ostatniej chwili jeszcze tę jedną żywą cegłę budującą dom twojej duszy?
Ile razy z obojętnością przemknąłeś ponad zdaniami lub całymi rozdziałami tylko dlatego, że: „to już słyszałeś”, że: „to już znasz”? A ile razy z zachwytem wchłaniałeś już na pamięć znaną melodię słów, która nagle wydała ci się brzmieć świeżo i nowo?
Jak często odkładasz Pismo, myśląc: „Nie rozumiem” lub „to nie dla mnie… nie o mnie… nie do mnie…” A jak często otwierasz Pismo z nadzieją i radością, że teraz spotkasz się z Tym, który nieustannie mówi tylko do ciebie i tylko o tobie?
Czy kiedykolwiek spróbowałeś dowiedzieć się więcej o tym, co już niby dobrze znasz? A z drugiej strony: kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie odłożyć na bok wszelkie komentarze historyczne, teologiczne, rozmaite przekłady i słowniki, a zostałeś tylko z nim… z samym Pismem na kolanach i opuszczając gardę, którą próbujesz się osłonić, prawidłowo przyjąć, trafić interpretacją w sedno, pozwoliłeś sobie, by nie rozgryzać Bożego słowa, a pozwoliłeś, by ono rozgryzło ciebie?
W liście do Hebrajczyków, czytamy, że „Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż jakikolwiek obosieczny miecz. Przenika ono aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne jest osądzić zamysły i zamiary serca.” (Hbr 4,12)
Zdarzyło ci się kiedyś usłyszeć od kogoś słowo, które cię zmroziło, zabolało albo uradowało? Z pewnością tak. Słowo nas dotyka, dotyka serca, szczególnie, kiedy wypowiada je do nas ktoś bliski. Słowo Boga to coś jeszcze większego, bo mówi je do ciebie Ten, który cię stworzył, który zna cię najlepiej i kocha cię najmocniej.
Jego słowo do ciebie nie jest pustym brzmieniem, ani nawet komunikatem. W księdze Izajasza Bóg rzekł: „słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.” (Iz 55, 11) Jest więc wydarzeniem. Tak, jak było przy stworzeniu świata: Bóg rzekł… i stało się…

Na rekolekcjach usłyszałam kiedyś pytanie: „Dlaczego świat się stał? — Bo był posłuszny słowu Boga”. Usłyszeć słowo Boga tak, jak On jest mówi (z miłością), czyli słuchać go sercem (nadrzędnym organem słuchu w rozumieniu kultury hebrajskiej); usłyszeć, czyli przyjmować z wiarą, że „to mówi Pan”. Usłyszeć, czyli pozwolić, by się wydarzyło w naszej codzienności. Te wszystkie odsłony „usłyszenia” to wchodzenie w relację z żywym słowem. Ze słowem Osobowym, bo przecież: „na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo, a przez Niego wszystko się stało…” To ważne, żebyśmy pamiętali, że katolicyzm to religia stawiająca w centrum nie księgę, a Osobę — osobowego Boga.
Jeżeli uważasz, że Biblia to dobra książka — zastanów się ponownie. Jeżeli uważasz, że najlepsza, jaką w życiu czytałeś — pomyśl jeszcze raz, bo to wciąż za mało.
„Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” — mówił św. Hieronim, ale nie sądźmy, że kiedykolwiek starczy nam rozumu i czasu, by Pismo w pełni poznać. I całe szczęście… bo co by to było za źródło, gdyby można było je wypić? Zachwycał się nad tym św. Augustyn, mówiąc o Biblii: „Jakże cudowna jest głębia Twoich słów, Panie! Patrzymy na ich powierzchnię, która się do nas jak do dzieci uśmiecha, lecz pod nią, Boże mój, jakaż cudowna głębia!” To wyraz ludzkiego zachwytu słowem Boga, jego nieskończonym pięknem, mądrością i aktualnością. Zachwytu nad tym, że ono zawsze jest dzisiejsze — zawsze na dziś i o dzisiaj. Zachwytu nad tym, że oto teraz, kiedy zwieszasz głowę nad stronami Pisma, a twoje oczy wodzą po zwyczajnych literach… mówi do ciebie Bóg i często, choć z początku nie dostrzegasz i może nie rozumiesz, co próbuje ci powiedzieć, to ziarno rozsiewa się w twoim sercu. I kiełkuje. Za dnia. A nawet nocą.
Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie zachwycić się Słowem Bożym?

(Zdjęcia 2 i 3 – Nowy Testament w przekładzie syryjskim należący do bł. Franciszka Jordana. Strona z delikatnie zaznaczonym wersetem J 17, 3: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”)

