Są takie rozmowy, które mogłyby trwać do świtu; takie spotkania, których nigdy dość; takie relacje, w których wymiana myśli i milczenie są złotem; takie towarzyszenie, które przybliża Boga i daje poznać, czym jest czysta miłość. By tak się działo, dusze muszą być bratnie, obie zakorzenione w Bogu, tęskniące za Świętym i czerpiące radość z przebywania w świetle Prawdy. Szukające blasku tej Prawdy w drugim człowieku.Można by pomyśleć, że św. Scholastyka, by odwlec powrót swojego brata do klasztoru, modliła się o burzę z egoistycznych powodów, ale jej chodziło o coś więcej. Nie o przyjemność, kaprys, rozrywkę, nawet nie o niezaspokojoną tęsknotę za towarzystwem Benedykta. Łatwo jest bowiem się spotkać, jednocześnie pozostając w biegu, jakby jedną nogą ciągle na zewnątrz: kontrolując czas, wybierając bezpieczne tematy. Przyjść, zjeść, coś poopowiadać (jak to się mówi: zrobić update), ale takiemu spotkaniu nie towarzyszy złapanie oddechu w swojej obecności, zatrzymanie się, by pobyć, towarzyszyć, dociekać i poznać. Takie spotkanie jest połowiczne.
Scholastyka czekała na spotkanie przy świetle lampy, jak w nocnym spotkaniu Nikodema z Jezusem. Spotkanie dwóch osób miłujących Ojca, kiedy czas przestaje mieć znaczenie, a sprawy wieczne postawione są w centrum.
Scholastyka kochała Boga w swoim bracie i cieszyło ją poznawanie siebie samej w świetle myśli i mądrości Benedykta. Prawdopodobnie nikt nie rozumiał jej tak, jak on (jej bliźniak), odczytujący jej myśli z samego spojrzenia. Przy nim mogła być sobą, słuchać jego mądrości, konfrontować z nim niepewność i wzrastać w cnotach. A, jak to w takich relacjach bywa, korzyści były z pewnością obustronne. Benedykt został, zatrzymał się przy niej, przy Bogu, przy samym sobie i pewnie tej nocy zrozumiał, że narządem słuchu wcale nie jest ucho, a serce („et inclina aurem cordis tui”).
——————————
„Scholastyka, siostra świętego Benedykta, od samego dzieciństwa poświęcona wszechmogącemu Bogu, miała zwyczaj raz w roku odwiedzać swojego brata. Mąż Boży przyjmował ją niedaleko poza bramą, w pomieszczeniu należącym do klasztoru.
Pewnego dnia przybyła według zwyczaju, a czcigodny brat wyszedł ku niej ze swymi uczniami. Cały dzień spędzili na modlitwie i świętych rozmowach, a kiedy zapadł zmrok, spożyli wspólnie posiłek.
Ponieważ do późnych godzin przeciągnęły się ich święte rozmowy, Scholastyka zwróciła się do brata ze słowami: „Proszę cię, nie odchodź ode mnie tej nocy. Aż do świtu rozmawiajmy o radościach nieba”. On jednak odparł: „Siostro, o czym ty mówisz? Żadną miarą nie mogę przebywać poza klasztorem”.
Świątobliwa niewiasta, skoro usłyszała odmowę brata, oparła na stole złożone ręce i modląc się do wszechmogącego Boga pochyliła głowę. Kiedy zaś uniosła ją znad stołu, rozszalała się tak wielka burza z grzmotami i błyskawicami, zerwała się tak gwałtowna ulewa, iż ani Benedykt, ani towarzyszący mu bracia nawet na krok nie mogli odejść z miejsca, w którym przebywali.
Wtedy to zmartwiony mąż Boży zaczął narzekać: „Niech Bóg wszechmogący wybaczy ci twój czyn, Siostro”. Lecz ona odpowiedziała: „Oto prosiłam cię, a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam więc Boga mego, i zostałam wysłuchana. Teraz więc odejdź, jeśli zdołasz. Pozostaw mnie i wracaj do klasztoru”.
Tak więc ten, który nie chciał pozostać dobrowolnie, pozostał wbrew swojej woli. Cały czas czuwali przeto razem, znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli.
A nic w tym dziwnego, iż owej godziny Scholastyka przemogła brata. Albowiem zgodnie ze słowami świętego Jana: „Bóg jest miłością” było rzeczą zupełnie słuszną, aby więcej potrafiła ta, która więcej umiłowała.
A kiedy w trzy dni później mąż Boży, znajdując się w swojej celi, podniósł oczy ku niebu, zobaczył, jak dusza jego siostry, opuściwszy ciało, ulatuje pod postacią gołębicy ku wyżynom nieba. Ciesząc się tak wielką jej chwałą, złożył Bogu dzięki hymnami i modlitwami. Posłał też braci, aby przynieśli jej ciało do klasztoru i złożyli w grobie, który przygotował dla siebie.
Tak się stało, iż nawet grób nie rozdzielił tych, których umysły zawsze były zjednoczone w Bogu.” (Z Dialogów św. Grzegorza Wielkiego ;księga 2, 33)

