„Gdyby Jan zapowiadał samego siebie, Zachariasz nie odzyskałby mowy. Wraca mowa, albowiem rodzi się głos. Kiedy zapytano wtedy Jana, gdy zapowiadał już Chrystusa: „Kim jesteś? – odpowiedział – Jam głos wołającego na pustyni”. Jan jest głosem, natomiast Pan jest Słowem: „Na początku było Słowo”. Jan jest głosem na krótki czas; Chrystus Słowem od początku – na wieki” (św. Augustyn)
Jan Chrzciciel miał wyraźnie określone zadanie – przygotować drogi Panu, zapowiadać Go i wskazać na Niego, gdy przyjdzie. Wzywał więc lud do nawrócenia, chrzcił wodą na ten znak, przytaczał proroctwa, a gdy Jezus przyszedł nad Jordan, wskazał na Niego, mówiąc: „Oto Baranek Boży”. Do końca pozostał wierny prawdzie i za prawdę umarł.
W kontekście Jordanowym, św. Jan Chrzciciel ma bardzo istotne znacznie. Bł. Franciszek Jordan otrzymał jego imię na chrzcie, drugiego dnia swojego życia. Jego dom rodzinny był prawdopodobnie ozdobiony sceną chrztu Pana Jezusa w Jordanie, więc stąd rodzina przyjęła nazwisko. Możemy zauważyć, że już od początku życia Jan Chrzciciel Jordan został przeznaczony do konkretnego celu i spoczywał na nim Duch Boży.
Już jako młody człowiek zrozumiał, że jego zadaniem będzie przybliżanie ludziom Chrystusa. Podczas gdy nurty laicyzujące XIX wieku robiły wszystko, by ludzi wyciągnąć z kościołów i oddzielić ich od Boga, Jan pragnął wprowadzać ludzi do Kościoła i pogłębiać w nich rozumną, żywą wiarę.
Głoszenie – wszelkimi dostępnymi, a godnymi sposobami. Wówczas takie możliwości dawała prasa. Jordan kładł więc duży nacisk na rozwój działalności publicystycznej, misyjnej oraz edukacyjnej. Mówiono mu, że próbuje zbyt wiele, że to nieuporządkowane i chaotyczne. Wiedział jednak, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, a w kwestiach praktycznych polegał na dobieraniu odpowiednich ludzi do odpowiednich zadań, wedle ich talentów i darów Ducha.
Wspólnota – jak Jan Chrzciciel miał uczniów, którzy z nim chodzili, tak Jan Jordan nie był samotnym wilkiem. Zabiegał o wspólnotę, która nie miała być jednolitą masą, a wachlarzem różnorodności. Societas Catholica miało się składać z trzech poziomów. Pierwszy skupiał duchowieństwo i świeckich, którzy całkowicie poświęcili życie głoszeniu Ewangelii. Jako środek wskazał dla nich przede wszystkim kaznodziejstwo, pisanie i działalność edukacyjną. Drugi skupiał uczonych duchownych i świeckich, który w miarę swoich osobistych obowiązków zawodowych, mieli przeciwstawiać się propagandzie antykatolickiej i głoszeniu doktryn katolickich na łamach prasy. Trzeci stopień obejmował świeckich, którzy w codzienności zawodowej i rodzinnej mieli sprzeciwiać się wszelkim wpływom antykatolickim i kształcić swoje dzieci na dobrych katolików. Regularnie spotkania Jordana z grupą salwatorianów świeckich odbywały się w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Rzymie.
Zasięg – globalny. W myśl powołania Izajasza: „Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49, 6); oraz jako odpowiedź na wezwanie Chrystusa: „Euntes ergo docete omnes gentes” – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Świat albo nic – sprawa całkiem oczywista dla człowieka, który żył przekonaniem, że Jezus umarł za wszystkich, bo ukochał wszystkich i wszyscy zostali stworzeni na Jego obraz. Gorąco pragnął uratować wszystkich i modlił się, by Bóg to pragnienie wspierał.
Swój Dziennik Duchowy rozpoczął wpisem: „Nawróćcie się, ludy i narody, ponieważ Pan sądzić będzie pokolenia!
A ty, Germanio, dlaczego przeciwstawiasz się swemu Bogu, dlaczego wstydzisz się, Jego droga Oblubienico? W gwałtownym gniewie wyda On swój święty wyrok na ciebie” — jest to mowa prorocka i głos wołającego na pustyni.





