Święto św. Katarzyny ze Sieny przypada w tygodniu modlitwy o powołania, w tygodniu Dobrego Pasterza. Watro spojrzeć w kierunku tej świętej i zastanowić się nad jej realnym spojrzeniem na godność kapłanów. Ta niewykształcona i niepiśmienna tercjarka dominikańska została doktorem Kościoła. Dzięki mądrość pochodzącej od Ducha Świętego, wiernie doradzała papieżowi, modlitwą i postami wspierała kapłanów, angażowała się w sprawy Kościoła i polityki, prowadząc żywą korespondencję z biskupami, władcami i innymi wpływowymi ludźmi.W jej pismach czytamy:
„Komu zostawiłem klucze tej krwi? Chwalebnemu apostołowi Piotrowi i wszystkim innym, którzy przyszli, i przyjdą po nim, aż do ostatniego dnia sądu. Wszyscy więc mają i mieć będą tę samą władzę, co Piotr i żaden z ich błędów nie umniejszy tej władzy, ani osłabi doskonałości Krwi i innych sakramentów. Bo, jak ci już rzekłem, żadna plama nie może skalać tego słońca i światła jego nie mogą stłumić ciemności grzechu śmiertelnego, znajdujące się w tym, który je rozdaje lub który je otrzymuje. Błąd ich nie może w niczym szkodzić sakramentom świętego Kościoła, ani umniejszyć ich mocy. Lecz może umniejszyć łaskę lub zwiększyć winę w tym, który je rozdaje lub w tym, który je przyjmuje w sposób niegodny.”
Toteż zaangażowanie św. Katarzyny było aktem czystej miłości i troski o Kościół, nie krytyki dla samej krytyki. Kościół nie jest polem do realizacji osobistych ambicji, z czym możemy się obecnie spotkać zarówno wśród duchownych jak i wśród świeckich. Jest przede wszystkim wspólnotą modlitwy i działaniem na rzecz budowania Królestwa Niebieskiego, by coraz więcej ludzi mogło poznać Jezusa Chrystusa i uznać go za Zbawiciela świata. Zaangażowanie powinno więc służyć wspólnemu budowaniu, scalaniu, przygarnianiu i pogłębianiu wiary, cokolwiek temu nie służy — rozprasza, a kto rozprasza, ten nie jest tym, który wchodzi przez Bramę (J 10,1-10).
W relacjach opartych na chrześcijańskiej miłości jest miejsce na krytykę i upomnienie, bo służą one wzajemnemu uświęcaniu, pod warunkiem, że wypływają właśnie z tego ducha miłości, pokory i świadomości o własnej słabości. Nikomu nie jest łatwo wysłuchać krytyki, ale spotkałam takich, którzy potrafią przyjmować upomnienia, a nawet takich, którzy o nie proszą — dlaczego? Bo każdy człowiek jest kiepskim lustrem dla samego siebie. Wiele rzeczy robimy z rozpędu i przyzwyczajeń, a dopiero oko zewnętrzne może nam pomóc nabrać dystansu, by dostrzec coś, co nie służy dobremu.
„Nie strofuj szydercy, by cię nie znienawidził, strofuj mądrego, a będzie cię kochał. Ucz mądrego, a stanie się mędrszy, oświeć mądrego, a zwiększy swą wiedzę. Treścią mądrości jest bojaźń Pańska, rozsądkiem – poznanie Świętego.” (Prz 9)
Nie ma jednak dobrego upomnienia bez modlitwy za upominanego i za siebie samego, by mądrze upomnienia udzielić. Mamy bowiem tendencję, by rzucać granatami w cudze błędy, ale modlić się za tych, którzy przyprawiają nas o ból głowy jest znacznie trudniej. Dlatego w tygodniu modlitwy o powołania i ze wsparciem św. Katarzyny, przypominam Wam, Drodzy, o inicjatywie: Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów — nie wystarczy nam bowiem modlić się o powołania, bo one są — Pan Bóg nieustannie powołuje, jednak coraz trudniej to powołanie przyjmować. A ogromnie ważnym czynnikiem skłaniającym do odpowiedzenia na kiełkujące powołanie jest świadectwo życia wiarą tych już powołanych i ich radość z realizowania tego powołania.
Jakich sobie kapłanów wymodlimy, takich będziemy mieli. A jakich będziemy mieli kapłanów, taki będziemy mieli Lud Boży. Niech więc ci, którzy w swoich duszach odkryją głos powołania, znajdują w sercach odwagę, by je przyjmować, a realizować z nadzieją, miłością, czystością, radością i pragnieniem pogłębiania wiary. Niech Dobry Bóg daje nam dobrych pasterzy.

