„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” — takie zadanie wyznaczył uczniom Jezus tuż przed wniebowstąpieniem. To zdanie odbiło się echem także w życiu pewnego Chrystusowego ucznia pochodzącego z małej niemieckiej wioski Gurtweil.Mając dwadzieścia siedem lat student Jan Jordan rozpoczął pisanie Dziennika Duchowego, a jednym z jego pierwszych wpisów było wołanie do tych, którzy odrzucali Ewangelię. ”Nawróćcie się, ludy i narody, ponieważ Pan sądzić będzie pokolenia! A ty, Germanio, dlaczego przeciwstawiasz się swemu Bogu, dlaczego wstydzisz się, Jego droga Oblubienico? W gwałtownym gniewie wyda On swój święty wyrok na ciebie” — pisał w tonie i gorliwości zgodnych z duchem, jaki przemawiał przez śś. Piotra i Pawła.
Od wczesnych lat jego powołanie do życia kapłańskiego i założycielskiego szło w parze z pragnieniem ewangelizacji całego świata i z tego wyniknął jego zapał misyjny pod hasłem: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, nie wolno ci spocząć”.
Przez lata wahał się, by słusznie rozeznać swoje powołanie misyjne i założycielskie. Kiedy jako prawie trzydziestolatek przekroczył próg seminarium St. Peter, nad głównymi schodami dawnego klasztoru zobaczył napis: „Euntes in mundum universum praedicate” (Idzicie na cały świat i głoście”). Z pewnością odebrał to jako znak Opatrzności. Jako dusza skłonna do poruszeń i wrażliwa na działanie łaski Bożej, nie mógł zignorować także faktu, że Duch Święty obdarzył go darami, które nie tylko mogły mu pomóc w realizacji zamierzonych działań, ale były do ich realizacji konieczne i jednoznaczne. Mam tu na myśli przede wszystkim jego dar do szybkiej nauki języków.
Jego zamiłowanie do tych dawnych oraz wschodnich zrodziło w umyśle przełożonych myśl, by w przyszłości zajął się pracą akademicką oraz tłumaczeniami. Ale dla Jana języki dawne stanowiły przede wszystkim fundament oraz poszerzały jego rozumienie świata oraz Słowa Bożego. Równolegle z nauką języków obowiązkowych niestrudzenie uczył się też tych nowożytnych. Miał trzydzieści jeden lat, kiedy jego przyjaciel i dawny nauczyciel łaciny, ks. Fryderyk Werber, wspomniał swoim w felietonie opisującym wyprawę do Rzymu, że Jan Chrzciciel Jordan zna piętnaście języków, a z czasem ich liczba z znacznie wzrosła.

Wyruszyć w świat i głosić Chrystusa wszelkimi godnymi sposobami nie było dla Jana celem samym w sobie. Było metodą, by zrealizować cel: aby wszyscy poznali jedynego i prawdziwego Boga oraz tego, którego posłał, Jezusa Chrystusa. Jego życiową misją było jedno (jak mówił: „tylko jedno”): aby pomóc w zbawieniu wszystkich.
Zadziwiające jest to z jak wielką miłością troszczył się o każdą poszczególną duszę i jak przerażała go myśl o choćby jednej owieczce pozbawionej Pasterza.
O. Jordan wiedział, że to Bóg nawraca serca i że Bóg sam zbawia. W swoim powołaniu odczytał wezwanie do niesienia Dobrej Nowiny, gdyż był przekonany, że nieukochanie Jezusa wynika z ludzkiej niewiedzy i braku poznania. Wiedza o prawdziwym Bogu ma prowadzić do chęci głębszego Go poznania, a poznanie do mocniejszej relacji i miłości, a w konsekwencji do zbawienia.
Powoli dobiega końca tegoroczny Tydzień Biblijny, ale nigdy nie kończy się wezwanie do realizacji jego hasła, by: „odważnie głosić Ewangelię Boga”. Bł. Franciszek Jordan był uczniem powołanym do głoszenia, tak jak my wszyscy jesteśmy do tego powołani — każdy na swój szczególny sposób, w swoich konkretnych środowiskach.
Uczniów Chrystusa łączy jeden Duch i jeden cel, ale dary otrzymujemy różne. Warto się im przyglądać i zastanowić na tym, jak my sami możemy spożytkować otrzymane dary dla Królestwa Bożego.

