Kiedy po raz pierwszy doświadczyłam piękna i siły wysłuchanej modlitwy przez wstawiennictwo św. Gemmy Galgani, nie znałam jej jeszcze tak, jak teraz. W 2024 roku w moje ręce trafiła autobiografia, którą Gemma spisała na prośbę spowiednika, więc: jak to ze świętymi zazwyczaj bywa — to Gemma znalazła mnie i zaprosiła, bym przez jej życie poznała siłę Jezusowego Krzyża, a potem, żebym na własnej skórze doświadczyła Bożego miłosierdzia, prowadzenia i Ojcowskiej troski.
Nie będę wdawać się w szczegóły, ponieważ to, co wydarzyło się w moim życiu za sprawą towarzyszenia Gemmy, jest rzeczą bardzo osobistą, ale muszę i chcę podkreślić jedną prawdę: najważniejszym i pierwszym krokiem na drodze przemiany życia i poznawania Chrystusa jest pojednanie z Bogiem, czyli sakrament pokuty i pojednania. Nie jest to przystanek, który możemy pominąć. To start, bo nowe życie zaczyna się od czystego serca.
Historia Gemmy.
Św. Gemma Galgani urodziła się w 1878 roku w Borgonuovo, jako piąta z ośmiorga dzieci. Rodzina szybko przeprowadziła się do Lukki, gdzie Gemma spędziła resztę życia. Gdy miała osiem lat, zmarła jej mama, następnie, gdy miała szesnaście ukochany brat Gino, a niedługo potem straciła także ojca. Rodzeństwo pozostało bez majątku i Gemma trafiła pod opiekę wujostwa, gdzie oczekiwano od niej zamążpójścia. Ona widziała dla siebie inną drogę. Pragnęła życia zakonnego, a gdy pewnego dnia objawił się jej św. Gabriel Possenti (pasjonista), zapragnęła wstąpić do pasjonistek. Ponieważ była bardzo słabego zdrowia (cierpiała na gruźlicę, migreny, bóle krzyża), pragnienie to pozostało niezrealizowane.
Zamieszkała u rodziny Gianninich, gdzie opiekowała się dziećmi, a ją samą przyjęto jak córkę. Widząc w niej duszę wrażliwą i rozmiłowaną w Bogu zadbano, by była pod opieką duchową. Tę sprawowali nad nią o. Germano Ruoppolo (kierownik duchowy) i biskup Volpi (spowiednik).

W 1899 roku, w wigilię uroczystości Najświętszego Serca Jezusa, na ciele Gemmy objawiły się stygmaty. Pisała: „Jezus jest kochanym Oblubieńcem, któremu oprzeć się nie można. Miłosierdzie Jezusowe całą mnie porywa w tej chwili. Jak można nie kochać Jezusa z całej duszy, ze wszystkiego serca?”.
W miłosierdziu, jakiego doświadczyła, wytrwale modliła się o nawrócenie grzeszników. Podczas jednego z objawień, spisano jej rozmowę z Jezusem o pewnym człowieku:
„Szukam nie Twojej sprawiedliwości, ale Twojej łaski — mówiła. — Wiem, że on sprawił, iż roniłeś łzy, ale….nie możesz myśleć o jego grzechach. Musisz myśleć o Krwi, którą przelałeś. Odpowiedz mi teraz, Jezu; powiedz, że zbawiłeś mojego grzesznika.” Podała nazwisko człowieka, za którego się modliła a za chwilę zawołała: „Został zbawiony! Zwyciężyłeś; Jezu zawsze tak triumfuj!”
Gdy będący świadkiem ojciec, ledwo opuścił pokój, rozległo się pukanie do drzwi. Okazało się, iż jakiś obcy chce koniecznie z nim rozmawiać. Gdy znalazł się przed kapłanem, padł na kolana i zaczął zalewać się łzami — powiedział: „Ojcze, chcę się wyspowiadać”. Kapłan ze zdziwieniem stwierdził, iż klęczy przed nim grzesznik Gemmy.

Sama Gemma była niezwykle skrupulatna i posłuszna spowiednikom. Tak walczyła o zachowanie czystego serca, gdyż nieustannie doświadczała pokus do grzechu. Wolała oddawać w ręce Jezusa każdy najmniejszy grzech, niż ryzykować utratę łaski. Gemma zmarła 11 kwietnia (w Wielką Sobotę) o 13.45 w wieku 25. lat, a towarzyszący jej w chwili śmierci ksiądz, stwierdził: „Wielokrotnie stawałem przy łożu śmierci, nigdy jednak nie widziałem nikogo, kto by umierał tak jak Gemma; nie zapowiadając tego żadnym gestem, żadną łzą ani nawet urywanym oddechem. Umarła z uśmiechem, który pozostał na jej wargach; nie mogłem uwierzyć, że naprawdę nie żyje.”
Historia Gemmy to świadectwo czystej miłości, która gorała w jej młodym sercu. Miłości czystej, wypełniającej jej serce tak, że nie mogło jej pomieścić. Rozlewało się więc na wszystkich wokoło i było sygnałem, że Jezus nie jest jakąś symboliczną figurą, czy odległą postacią, a żywym, obecnym i kochającym przyjacielem, który wszystkich przygania, na wszystkich czeka. Dla mnie osobiście jest godną zaufania przyjaciółką, która pomaga w potrzebie, opiekuje się tymi, których noszę w sercu i prowadzi mnie do stóp krzyża w radości i trudach.
Pielgrzymka.
Żywego orędownictwa i towarzyszenia Gemmy doświadczyłam również w 2025 roku, gdy kierowana mocnym pragnieniem podążenia jej ścieżkami, dotarłam do Lukki. Nie miałam przewodnika, a jedynie towarzyszy podróży, którzy nie do końca rozumiejąc mój zapał, też nie wszędzie ze mną wędrowali. Bez znajomości, konkretnych adresów, godzin otwarcia, a jedynie z punktami zaznaczonymi na mapie i paroma informacjami „mniej więcej”, przez trzy dni zobaczyłam i doświadczyłam rzeczy, które przerosły moje oczekiwania.

Wdzięczność towarzyszyła mi od samego początku. Patrząc przez okno wynajętego mieszkanka na kopułę sanktuarium, w którym spoczywa ciało świętej, trudno było mi uwierzyć, że naprawdę tu jestem. Było przed 14, a na zewnątrz czterdziestostopniowy upał, jednak po wielogodzinnej podróży samochodem moje nogi rwały się do drogi. Gemma czekała!
Uczestnictwo we Mszy Świętej w tym miejscu było dla mnie ogromną łaską. W sanktuarium wokół prezbiterium widnieje napis: „Se sono con Gesù Crocifisso, soffro; e se in Sacramento, amo” („Jeśli jestem z Jezusem Ukrzyżowanym, cierpię; a jeśli z Eucharystycznym, kocham”) — to zdanie św. Gemmy, które streszcza całego jej ducha i całą jej miłość. Tłumaczy, dlaczego nie mogła jeść, gdy w jadalni Gianninich wskazano jej miejsce naprzeciw krzyża. I dlaczego z tak wielką cierpliwością znosiła obelgi od tych, którym pomagała. Dlaczego z ucałowaniem przyjęła z rąk Jezusa koronę cierniową.
Temperamentna a cierpliwa. Piękna a skromna. Utalentowana a cicha. Doskonale wiedziała, gdzie w jej charakterze są te cechy, które mogą zaszkodzić czystości jej serca, a gdzie te, które może przekuwać w cnoty. Znała swoje słabości, włącznie z roztargnieniem, przez które nie potrafiła praktykować sumiennie nowenny. Tu prosiła o pomoc św. Gabriela i swojego anioła stróża, by nie pozwolili jej opuścić ani jednego dnia. Ja w swojej pielgrzymce prosiłam oczywiście samą Gemmę, żeby poprowadziła mnie tam, gdzie dotrzeć powinnam.
Najpierw odwiedziliśmy dom Gianninich. Przywitała nas siostra, której opowiedzieliśmy o celu naszej podróży i znajomości z Gemmą. Siostra słuchała, nieco sama opowiedziała, a w końcu zaczęła oprowadzać nas po pokojach, snując wiele opowieści, których dotąd nie znałam. Wyjaśniała pochodzenie rozmaitych pamiątek, przeplatała historie objawień anegdotami z życia Gemmy. To tam usłyszałam opowieść o woreczku z relikwiami św. Gabriela, które Gemma (ponieważ bardzo kochała Gabriela), nosiła zawieszone na sznurku blisko serca. Pewnego dnia ukazał się jej Pan Jezus, wskazał na woreczek i zapytał: „Gemma, co to robisz? Co to jest?”. „To relikwie św. Gabriela, Jezu, Twojego sługi” — odparła zadowolona z siebie. „Myślałem, że twoje serce należy tylko do mnie” — odparł Jezus, na co Gemma od razu zerwała woreczek i odtąd trzymała go w szufladzie. Wiedziała, że uwaga Jezusa to nie przejaw ludzkiej zazdrości, a troska o czystość jej serca.
Każdy pokój niósł z sobą opowieść o miłości Jezusa do Gemmy i Gemmy do Jezusa. Jej mistyczne zaślubiny, rozmowa z Maryją o powołaniu zakonnym, ciężka choroba, ukrywanie talentów muzycznych i malarskich, historia rozszerzonego serca, które wyłamało żebra i kwiaty, które wydobyto nienaruszone z jej trumny. Z domu wyszłam tak rozczulona i poruszona, że uległam złudzeniu, że tyle wystarczy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie rzeczy szykował mi Pan na kolejny dzień.
W Lucce oprócz domu Gianninich znajduje się też jednopokojowe mieszkanko, w którym św. Gemma zmarła. Problem w tym, że nie jest ono otwarte, nie ma godzin zwiedzania, a klucz do niego posiada tylko jedna siostra, która nie wiadomo gdzie akurat będzie. Zniechęcające? Kiedy moi towarzysze podróży o tym usłyszeli, wyczerpani całym dniem zwiedzania i upałem, mówili: „Daj spokój”. Jakże motywujące! 😉

Wiedziałam, że muszę dotrzeć do kościółka Santa Maria della Rossa, a tam zapytać o siostrę Angelicę.
Kościół był cichy i pusty. Przyklęknęłam na chwilę modlitwy, zastanawiając się, co dalej. Po chwili z zakrystii wyszła mała, siostra w podeszłym wieku, ubrana cała na biało. Niewiele myśląc, zerwałam się, podeszłam i zapytałam po angielsku o pokój, w którym odeszła Gemma i o siostrę Angelicę. Rozmówczyni przyglądała mi się bez słowa. Nie wiedziałam, czy mnie nie rozumie, czy nie dosłyszy, czy nie ufa, więc spróbowałam szczątkami włoskiego powtórzyć, o co mi chodzi. Coś odpowiedziała, jednak nie do końca ją rozumiałam. W końcu zmierzyła mnie spojrzeniem, powiedziała: „aspettare” i odeszła. Wróciła po chwili i kazała iść za sobą. Szłam ufnie, ale zupełnie nie rozumiejąc dokąd mnie prowadzi. A poprowadziła całkiem blisko, do kamienicy naprzeciw kościoła. Otworzyła kluczem drzwi wejściowe i zatrzymała się w przedsionku. Przed nami pięły się strome schody. Wskazała na nie i powiedziała: „preghiera. Secondo piano.” (Modlitwa. Drugie piętro). Złapała moją ręką, w dłoń włożyła mi klucz i tak zostawiła u progu stromych schodów.
Nie wiedząc, ani dokąd idę, ani czego się spodziewać, wspinałam się na piętro, a z mijanych przeze mnie drzwi dochodziły szmery rozmów. Kamienica żyła, żyli w niej mieszkańcy, a na szczycie jedne drzwi, do których pasował ściskany w dłoni kluczyk.
To, co wydarzyło się za drzwiami, zachowam dla siebie, ale chcę podzielić się z wami jeszcze jedną myślą. Tam, gdzie jedni widzą koniec, inni widzą początek. Tam, gdzie jedni widzą śmierć, inni widzą życie. Tam, gdzie jedni widzą pustkę, inni widzą spotkanie.
Prawie godzinę później wróciłam do kościoła. Zastałam siostrę Angelicę w towarzystwie jednego wiernego – odmawiali razem różaniec, więc przyłączyłam się do nich. Po modlitwie oddałam siostrze klucze, a ona przytuliła i wycałowała mnie tak czule, jak to robią kochające babcie.
Gdy wychodziłam, moje spojrzenie padło na konfesjonał, stojący blisko drzwi. Przyczepiony do niego napis informował: „Tu św. Gemma spowiadała się u o. Volpiego i o. Germano”. Tak — najważniejszym i pierwszym krokiem na drodze przemiany życia i poznawania Chrystusa jest pojednanie z Bogiem, czyli sakrament pokuty i pojednania. Nie jest to przystanek, który możemy pominąć. To start, bo nowe życie zaczyna się od czystego serca.
„Zapewne Mama nie miała sposobności przeczytać biografii Gemmy Galgani pt. „Głębie duszy”, bo jest ona już wyczerpana, a maleńka książeczka o Gemmie, którą ma MI w Krakowie, jest dla dzieci tylko. Ja mam jej żywot po włosku: książka wielka o 563 stronach. Już po raz trzeci ją czytam i bardzo mi się podoba. Więcej mi dobrego zrobiła niż rekolekcje.” (Z listu św. Maksymiliana M. Kolbego, 1921 r.)
Wspomnienie liturgiczne św. Gemmy: 11 kwietnia


Wszystkiego dobrego, z Bogiem.