Bł. Franciszek Jordan w swoim Dzienniku Duchowym wielokrotnie powtarzał słowa Hymnu Te Deum: „Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”. Franciszek rozumiał, że taka ufność jest źródłem prawdziwego szczęścia. Ufność jest źródłem życia w prawdzie. I, paradoksalnie, ufność jest gwarantem zachowania w sobie człowieczeństwa.
W Dzienniku słowo „ufność” powraca jak refren, jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Ufność stała się jedną z pięciu filarów, na których Franciszek wznosił swojego ducha: „Wierz, ufaj, kochaj, miej nadzieję i idź naprzód” – to tzw. Piątka Jordana. Wielokrotnie pouczał samego siebie: Ufaj Bogu; nie ufaj sobie. Dlaczego aż tak radykalnie? Bo ludzka natura skażona jest grzechem. Bo doznajemy niepokojów, nasze serce bywa zdradliwe i niepoprawne. Tu wchodzimy w bardzo szeroki temat rozeznawania duchowego. Franciszek Jordan przyjął jako główną zasadę, że cokolwiek będzie się działo, czy dobrego czy złego, wszelką nadzieję, całą ufność należy pokładać wyłącznie w Bogu – On poprowadzi, On wesprze, kiedy upadniemy, podniesie, kiedy zbłądzimy, przywoła nas. Na Niego należy kierować spojrzenie zawsze i wytrwale.
W tej perspektywie znika w człowieku destrukcyjny wstyd, który potrafi wpędzić w grzech, zaniechanie lub rozpacz. Dlatego założyciel salwatorianów był tak konkretny w swoich działaniach i zdeterminowany w realizowaniu dzieła, do którego powołał go Bóg. Jako młody student nie bał się podjąć rozmowy z założycielami innych zakonów, z dyrektorami wydawnictw, jako neoprezbiter niecałe pół roku po przyjęciu święceń stanął przed samym papieżem Leonem XIII. Świadkowie zawsze podkreślali jego skromność i pokorę, ale jednocześnie podkreślali, że kiedy chodziło o realizowanie dzieła na chwałę Boga, Jordan wydawał się nie do zatrzymania. Żył jakby w sercu wyryte miał słowa Psalmu 56.: „Bogu ufam, nie będę się lękał. Cóż może mi uczynić człowiek?”.
Łazarz z przypowieści Jezusa (Łk 16,19-31) nie wstydził się żebrać, nasycać żołądka resztkami z pańskiego stołu, bo ufał Bogu, a Bóg był z nim. Tyle wystarczy. Nie wstydził się swojej biedy, choroby, bezdomności, bo trwając przy Bogu, znał swoją wartość jako dziecka Bożego. Wiedział, że Bóg zatroszczy się o niego, jeśli nie w tym życiu to w przyszłym. Ta ufność pozwoliła mu wytrwać w czystości serca – bieda nie pchnęła go do złorzeczenia albo kradzieży. Człowiek, który ufa Bogu, nie wstydzi się przeciwstawić złu, pouczyć bliźniego, wspomóc potrzebujących, obok których wielu przechodzi udając, że ich nie dostrzega. Człowiek zakorzeniony w Bogu, jak tłumaczy Psalm 1., nie słucha złych porad, nie idzie drogą grzechu, nie szydzi.
Jaki był Bogacz ufający swojemu majątkowi i pozycji społecznej? Stał się tak zaślepiony, że nie dostrzegał nawet żebraka u swoich bram i (jak zapewnił Abraham) tacy jak on, niesłuchający zwiastunów prawdy, nie nawróciliby się nawet na widok zmartwychwstałego. Bogacz wierzył w Boga, który błogosławi powodzeniem i bogactwem. Może nawet był tzw. wierzącym praktykującym — praktykował jednak nie to, co trzeba; praktykował pobielanie ścian, obmywanie kubków. Może był jak bogaty młodzieniec (Mk 10,17), który przez całe życie przestrzegał prawa, ale kiedy Jezus wezwał go do oddania całego majątku biednym i zaprosił do przyjaźni z Nim, młodzieniec odszedł zasmucony.

W liturgii słowa obecnego okresu często słyszymy wezwanie do przestrzegania Prawa. Nie chodzi tu o prawo twarde, faryzejskie, zasady przewyższające miłosierdzie — to były postawy wynikające z wypaczonego odczytania Prawa Bożego. Izraelici wierzyli, że powodzenie ziemskie jest dowodem Bożego błogosławieństwa, a cierpienie karą, odwróceniem się Boga od człowieka. Bogacz czuł się pobłogosławiony i patrzył na biednego Łazarza, jako odrzuconego przez samego Boga. Pan Jezus przyszedł na ziemię też po to, by wyprostować nam perspektywę, byśmy poznali prawdziwe oblicze Boga Ojca. Oblicze, które pochyla się nad cierpiącym. Ojca, który płacze z płaczącymi i raduje się z radosnymi. Który zawsze błogosławi prawym i sprawiedliwym (jeśli nie widocznymi dobrami ziemskimi to siłą serca, mocą, pociechą i radością ducha).
Prawo, którego jesteśmy wezwani przestrzegać to według nauczania Pana Jezusa: miłość i miłosierdzie; dobro i szlachetność; i wytrwałość w tej miłości i dobru, wytrwałość w ufności. Jak czytamy w Pwt: „A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg, jeśli nie tego, abyś się bał Pana, Boga twego i chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go i strzegł Jego przykazań z całego serca twego i z całej duszy twojej, aby ci się dobrze działo”. Tak żyje człowiek sprawiedliwy. Człowiek Boży. A droga sprawiedliwych jest Panu znana (Ps 1), wspiera ich, by dobrze im się wiodło, by wydali owoc w swoim czasie, by było udane to, co czynią i przede wszystkim, by otrzymali sprawiedliwą zapłatę w życiu wiecznym: za wszelkie cierpienie — pocieszenie, za wierność — miłosierdzie.

Bezgranicznej ufności naucza nas Pan Jezus, ten Ukrzyżowany, cierpiący, poniżany przez wrogów, opuszczony i zdradzony przez bliskich. Gdy wisiał na krzyżu, po agonii wywołanej paraliżującym lękiem jakiej doświadczył w ogrodzie Getsemani, po zdradzie jednego przyjaciela, ucieczce innych, po haniebnym sądzie, policzkowaniu, biczowaniu, zranieniu cierniami, upodleniu przez żołnierzy, dźwiganiu krzyża, przyszedł moment, gdy doznał też poczucia opuszczenia Go przez samego Ojca. Z krzyża wołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”. To słowa Psalmu 22., więc Jezus w tej strasznie beznadziejnej sytuacji nie ustawał w modlitwie – to jedno mu pozostało: wytrwale wołać do Ojca. Mimo poczucia opuszczenia! Ufał, choć wydawało się to absurdalne. Modlił się słowami Psalmu, który po rozpaczliwym wołaniu psalmisty zamienia się w pieśń pochwalną! „Będę głosił imię Twoje swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia: «Chwalcie Pana wy, co się Go boicie, sławcie Go, całe potomstwo Jakuba; bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!”. To jest szczyt ufności do końca, który staje się nowym początkiem.
„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, bo zachowa zielone liście (tj. życie).”

