Ludwika Lateau i Jan Chrzciciel Jordan. Spotkali się w 1877 roku (prawdopodobnie na początku września) w Bois d’Hanie w Belgii. Ludwika miała wtedy 27 lat. Była wiejską, prostą dziewczyną, mieszkającą z matką i dwiema siostrami. Wcześnie straciła ojca, była pokorna, pobożna, pracowita i pomocna. Od 1768 roku na jej ciele regularnie pojawiały się i znikały stygmaty. Wieść o niej rozeszła się po całej Europie. Zjeżdżali do niej świeccy, duchowni i rzesze lekarzy mający na celu udowodnienie oszustwa. Ludwika posłusznie poddawała się licznym zabiegom i badaniom (w tym elektrowstrząsom), jednak nikt nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić cudownych zmian zachodzących na jej ciele między każdym czwartkiem a sobotą.W czwartki pojawiały się m.in. na jej dłoniach i stopach pierwsze wybrzuszenia, w piątki występowało obfite krwawienie z otwartych ran, które znikały bez śladu w soboty.
Jan Jordan miał 30 lat i przygotowywał się do rozpoczęcia nauki w seminarium duchownym w niemieckim Fryburgu. Do Bois d’Haine przyjechał zachęcony listem od swojego drogiego przyjaciela ks. Jana Kleisera, który już wcześniej odwiedził Ludwikę. Kiedy Jan przyjechał do Belgii, nie wiedział jeszcze do końca, jak powinien realizować swoje powołanie. Szukał odpowiedzi i uczył się pokładać całą ufność w Bożej Opatrzności. Wiedział, że na temat Ludwiki krążyły rozbieżne opinie. Prawdopodobnie nie chciał polegać na żadnej z nich. Wrażliwy, oddany Bogu i czujny na objawiające się w świecie znaki Bożej obecności, podszedł do kobiety z rozsądkiem i otwartością zarazem.
Spotkanie wywarło na nim głęboko przejmujące wrażenie. W dzienniku zapisał: „Pomyśl, jakie nadzwyczajne łaski podarował ci Bóg przy odwiedzinach obdarzonej wielkimi łaskami Służebnicy Bożej Louise Lateau. Jaka tęsknota za nadprzyrodzonością, jakie zobojętnienie wobec rzeczy ziemskich i przemijających! Jak wtedy rozmyślałeś o świętych ranach Jezusa, jak się modliłeś!”.
Spotkanie i zbliżenie się do ran Chrystusowych na odległość dotyku jeszcze bardziej rozmiłowały Jana w Jezusie Ukrzyżowanym. W cierpieniu łączonym z radosnym i pełnym pokoju usposobieniem Ludwiki dostrzegał miłość Zbawiciela ku ludziom.

