Czym dzisiaj jest Rzym? Celem turystycznym? Celem pielgrzymkowym? Wertując internet w poszukiwaniu porad, jak zwiedzić Rzym w trzy, pięć, siedem dni, najczęściej znajdujemy miejsca historyczne – piękne, ale martwe. Koloseum, muzea, panteon, usta prawdy, fontanny, schody, ruiny… Co w duszy, to na szlaku. Bazylika św. Piotra jest oczywiście na niemalże każdej liście, ale raczej jako atrakcja, nie miejsce modlitwy.Nasz Rzym utkały stopy F. Jordana, który wydeptał ścieżki do kaplic i bazylik, do katakumb. Do świętego Filipa Neriego, Ignacego Loyoli, Katarzyny ze Sieny, Moniki, Agnieszki, Cecylii, Piotra, Pawła, Sebastiana, świętych papieży i innych.
Centrum jego życia przez trzydzieści trzy lata stanowił pałac przy Via Della Conciliazione, gdzie zabiło serce Towarzystwa Boskiego Zbawiciela. Za czasów Franciszka budynek sąsiadował bezpośrednio z Bazyliką św. Piotra. Widniejący nad główną bramą Palazzo Cesi rodowy herb przedstawiający drzewo na wzgórzach, musiał być dla Franciszka znakiem przypominającym mu o duchowym doświadczeniu na wzgórzach Libanu. To miejsce było mu przeznaczone, a on ufnie dawał się prowadzić.„Już sama nasza ufność skłoniłaby Boga, by przyjść nam z pomocą i nas uratować, ponieważ ufność ta przynosi Mu chwałę i pokazuje, że znamy Jego imię.” I/162
O. Jordan, gdy przyjechał do Rzymu, by dokończyć studia językowe, wędrował od kościoła do kościoła, odwiedzając groby świętych. Zaprzyjaźniał się z nimi, aby byli mu wspomożycielami w realizacji dzieła i we wszelkich zmaganiach. Obcowanie ze świętymi było dla niego niezwykle ważne i mocno wierzył w ich oddziaływanie na ludzkie życie. Zachęcał też wszystkich, by poznawali ich historie i brali z nich przykład, gdyż oni poznali Boga i prowadzącą do Niego drogę. W swoim Dzienniku Duchowym notował liczne, inspirujące myśli Mężów Bożych, które wcielał we własną codzienność.
W Dzienniku ma może jasno sformowanego powodu, dla którego o. Jordan osiadł akurat w Rzymie i tam założył zgromadzenie zakonne, ale odwiedzając wieczne miasto i podążając w nim ścieżkami Ojca Założyciela, przypomniałam sobie, że to Bóg wybiera czas i miejsce. Salwatorianie mają swoje prowincje na całym świecie. W myśl o. Jordana jadą tam, gdzie jest potrzeba i możliwość głoszenia Ewangelii. Sam Dom Generalny miał być jak serce, z którego płyną siła, wiara i nadzieja, by rozprzestrzeniły się na cały świat. Serce, jako centrum i pars pro toto. Jak o swoim pierwszym doświadczeniu Rzymu pisał bł. Franciszek Jordan?„O ludzie, któż może sobie wyobrazić, jak się czułem na tych świętych miejscach! Jaka świętość, jakie piękno, gdy święte dziewice, odziane w białe szaty, trzymające świece w rękach, modląc się i śpiewając, przechodziły, podczas gdy widziało się je znikające w głębokim tle! Ta czystość, ta prawdziwa wiara pierwszych chrześcijan! Nikt nie może sobie tego wyobrazić!
Najświętszy i wieczny Ojcze, dozwól nam wkrótce dołączyć do tych świętych męczenników! O szczęśliwa chwilo! O święta chwilo!
O niezapomniana chwilo! (…)
Nie zapominaj tego czasu i zachęt, których doświadczyłeś w katakumbach Rzymu!”
Bóg wybiera czas i miejsce. Spotyka człowieka w odpowiednim momencie i konkretnej przestrzeni – jak San Damiano, gdzie przemówił z krzyża do św. Franciszka z Asyżu, czy droga wiodąca z Rzymu, na której spotkał św. Piotra uciekającego przed męczeńską śmiercią. Spotyka, by nas zapytać: „Quo vadis?” i zaproponować kierunek. Pytanie, czy na Jego wskazanie odpowiadamy ufnym: „Oto ja, poślij mnie!”.


