Wielu wrzucało wiele, a ona (choć nie miała wiele) wrzuciła wszystko. Do tego zaprasza nas Jezus – do pójścia za Nim bez przywiązań, bez balastu. Do pobożnego bogacza powiedział: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”. Apostołów pouczał: „Kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. Krzyż jest jedyną rzeczą, którą musimy zabrać, podążając ścieżką Chrystusa.
Głębokie poznawanie Boga sprawia, że z czasem zaczynamy poznawać samych siebie. Nasze wady, destrukcyjne przywiązania i lęki. Choć spędziliśmy lata na duchowych lekturach, modlitwach, rozmaitej praktyce duchowej nadal możemy zauważać pewną granicę zaufania, jakim obdarzamy Pana Boga. Dopuszczamy Go do pewnych sfer naszego życia, ale do innych nie dajemy Mu wstępu. Mówimy mu: „kocham Cię, kochaj mnie, ale tych moich spraw to mi nie ruszaj”. Staramy się prowadzić biznes po naszemu. Wychowywać dzieci po naszemu. Trwać w relacjach po naszemu. Nawet wierzyć po naszemu. Stać nas może na wdzięczność za wszytko, co mamy. Ochoczo dziękujemy za pracę, dom, współmałżonka, dzieci, wspólnotę, talenty, przyjaciół, zdrowie, ale ilu z nas potrafiłoby powiedzieć: „Jezu, to wszystko jest Twoje. Powierzam Ci moje dzieci. Niech ich droga będzie taka, jaką im wyznaczysz”. Takie zdanie może nam stanąć w gardle, jakbyśmy bali się, że oddanie Panu Bogu czegoś ukochanego sprawi, że spadną na nas hiobowe doświadczenia. Nie dopuszczamy Boga do biznesu, bo nie należy mieszać pieniędzy z wiarą. Biznes jest światowy, a wiara trochę odstaje od rzeczywistości, narzuca coś nierealnego do spełnia, coś sprzecznego z prawami tego świata. Bóg wymaga po swojemu i wymaga wiele.
Taka postawa sprawia, że niejako trzymamy Pana Boga w poczekalni naszego życia. Wpuszczamy go szeroko otwartymi drzwiami jedynie w momentach kryzysowych, gdy czujemy, że nie mamy już wpływu na nasz los. Tak postępując, z zawierzeniem się Bogu możemy czekać aż do śmierci. A i wtedy nie wiadomo, czy dany nam będzie czas i świadomość, by oddać Panu wszystko.
Kluczem do zmiany postawy i nauczenia się pełnej ufności jest uświadomienie sobie, że i tak wszystko należy do Boga. Nie posiadamy nic swojego i nic dobrego, co nas spotkało, nie jest naszą własną zasługą. Pewien znajomy ksiądz powiedział mi niedawno, że tylko grzechy są nasze i tylko nasz własny grzech jest tym, co możemy Panu Bogu ofiarować. Tak — wszystko, to znaczy wszystko. To dobre i złe. Naszą siłę i słabość. Nadzieje i lęki. To, co jawne i ukryte.
Boisz się, że jeśli oddasz Panu Bogu wszystko, to dla ciebie już nic nie zostanie? Rozważ słowa św. Teresy z Avili: „Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy”.

